dlaczego?

zaprzestałam pisania bo jestem zbyt pogubiona w tym wszystkim…
Za dużo doradców i osób, które „chcą pomóc” a jednocześnie nie wiem komu wierzyć. komu ufać…jeden- w sumie wiarygodny mówi: „załóżmy ortezy. dzięki temu Jadźka ruszy, już czas”. Kolejny, podobnie doświadczony:”nie zakładajmy ortez, dajmy jej czas. niech zacznie działać swoimi mięśniami, nie pozwalacie jej samodzielnie dojrzeć”. I bądź tu mądry, wybierz sam…Sa dwie szkoły- obie mają sukcesy. Jedna starsza druga nowa. Która ma rację? Postanowiłam sprawdzić na Jagody skórze…tylko ona ma mało czasu! Mózg człowieka w największym stopniu rozwija się do trzeciego roku życia. Mam na niej prowadzić eksperymenty a potem żałować, że jednak nie posłuchałam? Gubię się w tym wszystkim- wypróbowałam tysiąc metod: i bobath i vojta i czaszkowo krzyżowa i hipoterapia i basen i turnusy i bla bla i mam czasem wrażenie, że organizm Jagody nie daje rady i sam sobie stopniuje…Jak już jest dość to nagle pojawia się jakaś infekcja i mamy przerwę…
Ostatnia diagnoza Jagody- nie będzie nigdy chodzić, tylko wózek i to elektryczny bo manualnemu nie da rady. Zajebista diagnoza nie ma co…Po co takie diagnozy stawiają lekarze? Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Mam tylko nadzieję, że nie jest prawdziwa! A my w brew wszystkiemu nadal walczymy. Ostatnio turnus w „Dzielnym misiu”/ Teraz zapalenie oskrzeli więc przerwa. Potem znów intensywnie. Jagoda zaczęła kroczyć. Trzymana pod pachami ale to już coś, bo wcześniej nie wiedziała, że ma nogi. Czy to zasługa ortez czy też dojrzał układ nerwowy?

do Ciebie mamo

Słyszysz mnie, Mamusiu…?
Wiem, że mnie nie słyszysz… ale uwierz mi ? naprawdę z Tobą rozmawiam. I słyszę wszystko, co mówisz… do mnie. Słyszę, jak się śmiejesz, gdy zrobię coś zabawnego. Słyszę „brawo”, gdy bardzo się staram. Słyszę, jak mówisz innym, że nigdy nie zamieniłabyś mnie na nic innego… na świecie. Słyszę, gdy dziękujesz Bogu za błogosławieństwo, jakim jestem, mimo wszystkich trudów. Słyszę jak zachęcasz mnie gdy już prawie, prawie mi się coś udało…

Słyszę też, jak płaczesz, gdy nadchodzą cięższe chwile i pytasz Boga: ?Dlaczego? Dlaczego moje dziecko????

I wiem, że Ty wiesz, że ja wszystko rozumiem… na swój sposób.

Wiesz, że słucham, gdy do mnie mówisz…

Ale chcę, żebyś wiedziała… MAMO… naprawdę do Ciebie mówię…?
Mamusiu…

…spójrz na mnie… proszę…

…w twoich oczach widzę zmęczenie. Pochylasz się nade mną, widzę łzę spływającą po twoim policzku. Wyciągam rękę, chcę ją zetrzeć… Nie trafiam. Moje rączki są takie bezwładne, nie udało mi się… Znowu…

Tak chciałabym cię witać w progu domu radosnym okrzykiem. Podbiec do ciebie, wtulić się mocno, opowiedzieć o mijającym
dniu. Nie mogę… Zamiast tego tylko patrzę, jak wchodzisz, witając cię jedynie uśmiechem. Chciałabym, żebyś patrzyła na mnie, bawiącą się razem z siostrą, grającą w piłkę, żeby Twoje oczy się śmiały… Zamiast tego ja siedzę i patrzę na jej zabawy… A ty przyglądasz mi się z troską, smutkiem i tęsknotą w oczach. Chciałabym wyjść z tobą na spacer, trzymając cię za rękę, iść przez łąkę, biegać, a na koniec położyć się obok ciebie w pachnącej trawie… Zamiast tego ty popychasz mnie w wózeczku na spacer, a na koniec, kładziesz mnie na łóżku, żeby przebrać. I chciałabym pójść z tobą na zakupy, pokazać palcem piękną lalkę i powiedzieć ?Kup mi ją, mamo!?… Zamiast tego sama często czuję się jak lalka. Sztywna, bezwładna, milcząca..a jednak wiem, że kiedyś się to zmieni mamo:).

Słyszysz mnie, mamusiu? Dziękuję, że o mnie walczysz. Że nie pozwalasz mi stać się zapomnianą kukiełką, tkwiąca w jakimś bezdusznym ośrodku, wśród całkiem obcych ludzi. Że mam ćwiczenia, choć są one trudne, bolą i męczą. Że karmisz mnie, że mnie ubierasz, nosisz, przytulasz. Cieszysz się z każdego, najmniejszego choćby dokonania. Ty wiesz, jak trudno jest mi utrzymać główkę w górze, by patrzeć ci prosto w oczy. Ty wiesz, jak często trzeba mi wycierać buzię, bo ślina nie chce przestać lecieć. Ty wiesz, jak bardzo boli niemożność wypowiedzenia choćby kilku słów. Wiesz wszystko… i nie rezygnujesz. Dodajesz mi siły, odwagi, wiary… Obdarowujesz mnie miłością. Czystą, bezwarunkową, piękną.

Wiem, że często masz dosyć. Mnie, życia, wiecznego zmęczenia, trudów. Pragniesz normalności, spokoju, zwyczajnej codzienności. I słyszę wtedy, co mówisz do mnie. To są trudne słowa, czasem bardzo bolą. Ale wiem, że nigdy nie zrobisz tego, co wtedy mówisz. Nie oddasz mnie, nie zostawisz… Nigdy… Będziesz ze mną zawsze… Będziesz zawsze przy mnie… I wiem, że czasem kończysz dzień, płacząc długo w nocy w poduszkę. Ale rankiem dnia następnego, witasz mnie uśmiechem i radosnym ?dzień dobry, córeczko?. I jest cudownie… I zaczyna się dla mnie kolejny dzień życia… Życia niełatwego… Trudnego, tak innego od zwyczajnych dni zwyczajnych dzieci. Ale ty dajesz mi siłę i odwagę. Pokazujesz, że mimo mojej choroby, życie może być piękne. I dzięki tobie jest, mamo…

Dziękuję, że jesteś ze mną… dla mnie…

Kocham cię, Mamusiu… Słyszysz???

…wiem, że słyszysz…

…sercem…

chrzest i komunia

Ostatnio mało piszę bo czasu nie ma. Jutro chrzest w niedzielę komunia, jest co robić szczególnie, że wszystko przygotowuję sama z teściową i mamą na bagatela 40 osób.

Młoda się poprawia. Dużo mówi: cześć, mama, ama (to tata), hejo, hej, chodź, daj, krówka robi mmmm, wszystko kojarzy, wie kto jest gdzie wymusza na potęgę;)I nauczyła się z nami spać, wcześniej nie bardzo chciała teraz tak. Obraca się ciągle z brzucha na plecy i powoli próbuje w drugą stronę. A mamusia nadal się uczy cierpliwości…bo ja bym chciała już!

To wracam do garów, miłego dnia!

pierwszy krok milowy:)))

Młoda ostatnio chorowała, starsza przyniosła ze szkoły jakiegoś podłego wirusa, który powalił cała rodzinę. Gorączka, bóle wszystkiego, katar, kaszel, niemoc. U nas przeszło samo u Jagody przeszło na oskrzela. Włączyliśmy sterydy i przeszło. Przez chorobę opuściliśmy kilka rehabilitacji. Zaraz po tym jak młoda wyzdrowiała pojawił się pierwszy krok milowy- Jagoda zaczęła świadomie obracać się z brzucha na plecy:)))

Nic to że z rocznym opóźnieniem. Ważne, że jest sukces!

witamina d3 zaczęła się przyswajać:-)

I kolejna rzecz- 30 czerwca jedziemy na turnus rehabilitacyjny w góry. Nasz pierwszy. Liczę na spektakularne zmiany.

depresja

Nie pisałam. Drążyła mnie depresja. Byłam u lekarza. Dostałam różowe tabletki, za jakiś czas powinny zacząć działać.

Myślałam, że jestem silna, ale bycie mamą chorego dziecka jest mega obciążające psychicznie, fizycznie, finansowo. Odbija się na relacjach między rodzicami- każdy przeżywa to na swój sposób, czasem takie sytuacje wiążą, czasem wręcz przeciwnie.

Nie jestem dumna z tego, że nie daję rady. Ale walczę…

Perspektywa niewiadomego jest trudna do zniesienia. Perspektywa żebrania o pieniądze na leczenie jest trudna do zniesienia. Chaos informacyjny, brak wsparcia skądkolwiek…ech. Człowiek ma wrażenie, że został sam z problemem. W filmach i programach jak ktoś ma taki problem jak my nagle dostaje wiele wsparcia zewsząd, tysiąc osób jest i pomaga. Chyba tylko w filmach…bezinteresowna pomoc istnieje, zetknęłam się z nią…. dosłownie parę razy…

I tak przychodzi taki dzień kiedy wszystko zaczyna przygnębiać, kiedy nie ma już siły na kolejną walkę…dobrze, że są różowe tabletki…

mądre słowa

Still Would Have Chosen You
If before you were born, I could have gone to heaven and saw all the beautiful souls
I still would have chosen you
If God had told me, „This soul would one day need extra care and needs”
I still would have chosen you
If He would have told me, „This soul may make your heart bleed”
I still would have chosen you
If He had told me, „This soul would make you question the depth of your faith”
I still would have chosen you
If He had told me, „This soul would make tears flow from your eyes that could fill a river”
I still would have chosen you
If He had told me, „This soul may one day make you witness overbearing suffering”
I still would have chosen you
If He had told me, „All that you know to be normal would drastically change”
I still would have chosen you
Of course, even though I would have chosen you, I know it was God who chose me for you

 

Nadal wybrałbym ciebie – Terri Banish

Jeśli przed twoimi narodzinami, mógłbym pójść do nieba i zobaczyć wszystkie piękne dusze, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli Bóg powiedziałby mi: „Ta dusza pewnego dnia będzie potrzebować dodatkowej opieki i będzie mieć duże potrzeby”, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli On by mi powiedział: „Ta dusza sprawi że twoje serce będzie krwawić, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli On by mi powiedział: „Ta dusza podważy głębię twojej wiary”, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli On by mi powiedział: „Ta dusza spowoduje że z twoich oczu wypłyną łzy, które mogłyby wypełnić rzekę”, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli On by mi powiedział: „Ta dusza pewnego dnia sprawi, że będziesz świadkiem wszechowładniającego cierpienia”, nadal wybrałbym ciebie
Jeśli On by mi powiedział: „Wszystko co uważasz za oczywiste drastycznie się zmieni”, nadal wybrałbym ciebie
Oczywiście, nawet jeśli ja wybrałbym ciebie, wiem, że to Bóg, wybrał mnie dla Ciebie.

Polska- niepełnosprawny kraj

„Kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, cóż Ty wiesz o moich wewnętrznych cierpieniach i cóż ja wiem o Twoich. Nawet gdybym upadł przed Tobą i szlochając powiedział Ci o moich, cóż więcej mógłbyś wiedzieć o mnie niż wiesz o piekle, kiedy ktoś opowiada, że jest gorące i straszliwe.”

Franz Kafka w listach do Oskara Pollaka

Aktualnie trwa w sejmie walka matek niepełnosprawnych dzieci z bezwzględnym rządem. Będzie trwała do skutku, dopóki nie wygrają tego o co walczą. Bo matki, szczególnie te, które wychowują dzieci niepełnosprawne są niezniszczalne, są jak lwice, które są w stanie zabić w obronie swoich młodych.

Nikt, kto nie przechodzi koszmaru diagnoz, walki z „służbą zdrowia”, rehabilitacjami, brakiem pieniędzy, sfrustrowaniem nie wie co to za koszmar. Wiem, że każdy z tych rodziców, którzy tam walczą o ochłap finansowy, którego państwo i tak nie chce im zapewnić przechodził przez to co przechodzę teraz ja. Ja będę wkrótce w szeregu weteranów, na razie się uczę…

Piątkowa wizyta w instytucie matki i dziecka była dla mnie kolejnym koszmarem. Kolejny raz od uśmiechniętej pani dr. dostałam diagnozę- tym razem bardziej hardcorową- czterokończynowe porażenie mózgowe. Pani z uśmiechem na twarzy powiedziała, że moje dziecko nie będzie nigdy chodzić…- chyba powinnam żyć w innym świecie, ale dla mnie takie diagnozy powinno się rodzicom przekazywać w inny sposób. Moja starsza 9 letnia córka ma w sobie więcej mądrości i zrozumienia, wyczucia, ludzkich odruchów po prostu niż pieprzona pani doktor. Od jakiegoś czasu zbierało się we mnie- wszystko wybuchło po wizycie. Koszmar, który przeżyłam drugi raz w życiu (wcześniej przy diagnozie białaczkowej Zuzi). Żadne słowa nie opiszą tego co czuję.

Tylko, że ja nie przyjmuję tej diagnozy za pewnik. Wiem, że Jagodzie coś dolega ale to nie to. Jestem tego pewna. Dla mnie jako laika- skoro badania specjalistycznym sprzętem nie wykazały zmian w mózgu, a zwykła wikipedia pisze, że:

„Do uszkodzeń mózgu najczęściej dochodzi między 26. a 34. tygodniem ciąży. Statystycznie mózgowe porażenie dziecięce występuje u 2/1000 żywo urodzonych dzieci. Ta częstość wzrasta wielokrotnie w grupie wcześniaków. Występowanie mózgowego porażenia dziecięcego u wcześniaków może być związane z przyczyną przedwczesnego porodu, jak i może być następstwem przedwczesnego porodu samego w sobie.”

Skoro nie ma uszkodzenia nie ma porażenia.

Konsultowałam tą diagnozę z osobami, którym ufam. Każda mówi co innego.

Ważne jest to, że cokolwiek Jagodzie dolega, jakkolwiek tego nie nazwiemy to leczenie jest jedno- intensywna rehabilitacji i wspomaganie rozwoju. Tego się trzymamy i w następnym półroczu przynajmniej do żadnego konowalstwa udać się nie zamierzam.

Wracając do sytuacji rodziców dzieci niepełnosprawnych, do których z wielką niechęcią za chwilę dołaczę- czekam na komisję d/s orzekania o niepełnosprawności. Dlaczego tak późno? Do tej pory liczyliśmy, że poradzimy sobie sami. Mąż mało nie zarabia, ja też miałam dobrze płatną pracę, do tego wolny zawód. Myśleliśmy, że uda mi się pogodzić pracę z domem. Nierealne!

Sytuacja, w której nagle znajduje się rodzic niepełnosprawnego dziecka jest koszmarem! Najpierw szuka przyczyn- wie, że z dzieckiem coś jest nie tak ale zdaje się na pomoc i zrozumienie osób do tego dedykowanych- lekarzy. Okazuje się, że większość z nich pomyliło zawody. Są niekompetentni, niemili, nieempatyczni, karierowicze i wszystko co złego można jeszcze powiedzieć. Zarabiają na czyimś nieszczęściu i większości z nich nie można zaufać. Ok- mam chore dziecko, co dalej? Muszę mu pomóc- ale jak? Aby dać mu miłość, zaopiekować się nim we właściwy sposób muszę zrezygnować z pracy. Ale nagle okazuje się, że pieniędzy mniej bo pracy nie ma, a wydatków więcej bo:

- rehabilitacja 3x w tygodniu= 80×3= 240zł tygodniowo

-rehabilitacja w wodzie 1x80zł

-metoda czaszkowo- krzyżowa 1x50zł

tygodniowo 370zł

mieszkamy 30km od Łodzi-> przejazdy wte i spowrotem kolejne 300zł lekko, co daje nam sumę 670zł tygodniowo!!!

Nie mówiąc o jedzeniu Jagody, pieluchach, kremach, kosmetykach, ubraniach etc

Aktualnie potrzebne nam są ortezy- koszt 2500zł

Co jeszcze? Ciąża i półtora roku stresów i obciążeń spowodowało, że ledwo żyję. Potrzebuję na szybko: psychologa, dentysty, ginekologa i paru innych lekarzy. Chciałam się umówić- terminy, nawet w prywacie, gdzie mamy wykupione pakiety przez firmę męża- na za 3-4 miesiące. Prywatnie- 150zł jedna wizyta. Nasze chore państwo nie zapewnia nam nawet tego- podstaw bytowania. Nie zapewnia ich ludziom zdrowym. Ludzie chorzy, niepełnosprawni są wysyłani na margines.

Z niczym nie ma prosto. O wszystko trzeba walczyć. Może to sposób na depresję „osoby z diagnozą” ? Najpierw walka z lekarzami. Z ich brakiem empatii, zrozumienia, z wyciągnięciem od nich minimum informacji nt. stanu własnego dziecka. Nigdy nie zapomnę maratonów po korytarzach OION-u aby dowiedzieć się czegokolwiek. Zawsze było dla lekarzy coś ważniejszego…Potem walka o diagnostykę. Wszystkie wizyty prywatnie, bo na NFZ terminy na za 100 lat a u dzieciaków liczy się każdy dzień (szczególnie u wcześniaków). Nie chcą wystawiać skierowań, nie chcą robić badań, najchętniej wzięli by kasę i tyle.Potem koszmar wyszukiwania pomocy dla dziecka: do wszystkiego trzeba się dogrzebać samemu. Skąd mam wiedzieć o ośrodkach wczesnego wspomagania rozwoju? skąd wiedzieć do jakich lekarzy mam się udać? Skąd poznać nazwiska rehabilitantów, terapeutów? Obco brzmią dla mnie nazwy terapia SI, terapia ręki, NDT Bobath, hallwick etc. Wszystkiego muszę się nauczyć. Wkraczam w nowy świat, wcale tego niechcąc. Życie mnie zmusza. Skąd mam wiedzieć gdzie i jakie papiery złożyć żeby dostać wsparcie od państwa?co oznacza skrót PCPR? gdzie załatwia się turnusy rehabilitacyjne i dlaczego najtańszy koszty 5400 za dwa tygodnie?

I przy natłoku tych wszystkich informacji, zajęć wspomagających rozwój, szukaniu kasy gdzie się da (fundacje, zbiórki, imprezy charytatywne, bo wszystko co związane ze wspomaganiem drogie jak niewiem co) mam znaleźć czas na normalne dzieciństwo moich obu córek???Terminator by zwariował. I brak wolnego czasu, na cokolwiek. Brak czasu na odpoczynek i regenerację. Dla matki i dla ojca.

Gdy dziecko jest chore choruje cała rodzina. Nasze państwo zamiast ułatwiać nam i tak trudny los utrudnia nam jak może. Wsparcie to fikcja. Doświadczam tego na własnej skórze. Dobrze, że są takie kampanie jak ta:

http://www.pomocdlarodzicow.pl/

„Jestem mamą a nie rehabilitantką. Jestem tatą a nie terapeutą”

 

 

 

dieta i suplementacja dla dziecka obciążonego- należy pamiętać, że nie wszystkim wszystko

Mówi się, że „jesteś tym co jesz”. Niby prawda, ale jak w naszych chorych czasach gdzie seler i kurczak świecą w nocy, a nowinek i niezbitych i niepodważalnych prawd naukowo udowodnionych jest tyle, że głowa boli, jak dopasować dietę „odpowiednio”?

W ciąży i podczas cotrzygodzinnych pobudek noworodka namiętnie oglądałam Kasię Bosacką
http://www.tvnstyle.pl/programy/wiem-co-jem-i-wiem-co-kupuje,6255.html
 i teraz wertuję każdy składnik i bardzo dokładnie analizuję co je moja rodzina. Wymyślam potrawy, warzywa, owoce drób i jajka mam od teściowej hodowane i wyprodukowane własnoręcznie, krowę z mlekiem prosto od mam za płotem u sąsiada, świninę i krowinę kupujemy od gospodarza, soki robimy sami, w sklepie kupujemy dodatki ale też przeanalizowane pod kątem składników. Dieta ułożona zgodnie z nową piramidą żywienia:


http://www.namaksie.pl/body/8-zdrowie/89-piramida-pokarmowa-i-nowa-piramida-zdrowego-zywienia

a jednak- tendencje do tycia i cała rodzina włącznie z Jagodą ma nadwagę.

Jagoda je książkowo: 5 posiłków w tym dwa mleczne, na śniadanie i kolację. Pozostałe posiłki to kasza jaglana, gryczana nieoczyszczona i inne nieoczyszczone kasza i ryże, czasem ziemniak, duuużo różnorodnych warzyw z naciskiem na zielone (w postacie zup kremów najczęściej), drób, ale tylko „swój”, polędwica, królik etc. duuużo ryb, owoce, jajka swojskie, woda, pokrzywa czasem kompot bez cukru. Sumplementuję jedynie eyeq, choć kuszą inne rzeczy ale póki się nie zdiagnozujemy niebędziemy dawać nic na zaś, coby młodzieży nie zaszkodzić.

Reszta rodziny je podobnie z tymże starsza jada kompulsywnie i ciągle mówi: mamusiu jak się stresuję to wtedy chce mi się jeść. Chyba muszę się z nią przejść do psychologa, bo córeczka ma pomimo, że zdrowo to je dużo. Pewnie też leczenie sterydowe swoje zrobiło ale zaczyna się robić niebezpiecznie bo ciśnienie ma podwyższone w wieku 9 lat…

Dieta jest ważna, szczególnie dla dziecki z problemami neurologicznymi. Jak powinna się odżywiać Jagoda?

zero glutenu bo obciąża organizm- aktualnie jestem na etapie odstawiania glutenu całej rodzinie bo to straszny syf! Należy pamiętać, że gluten jest wszędzie: w syropkach, suplementach itp. Podobnie laktoza.

bez mleka- choć Jagoda uwielbia, więc będzie trudno, spróbuję bezlaktozowe, podobno jest lepsze dla naszych dzieci. Jagoda je sporo przetworów mlecznych typu jogurty, kefiry, ser biały ale wszystko robione przez nas z mleka od krowy zza płotu. Aktualnie martwię się jej brzydkim zapachem z ust więc nie wiem czy mleka i przetworów wcale nie odstawię.

brak cukru i soli naturalnie- ciekawostką jest to, że wystarczy 1 dzień bez soli aby organizm się od niej odzwyczaił. spróbujcie, u nas zadziwłało na tyle, ze dla nas wystarczająco słone jest to co nie smakuje gościom jako za mało słone.

duuużo warzyw, szczególnie warzywa zielone: groszek, szpinak, pietruszka, brokół, jest tego sporo

ryby, ale trzeba zwracać uwagę jakiego są pochodzenia. Napewno nie pangi ani inne ryby przyswajające metale ciężkie. Podobno im mniejsza ryba tym lepiej, te duże tuńczyki, łososie etc mają większą powierzchnię przyswajalności syfu

orzechy, ziarna typu słonecznik etc- mają dużo oleju, który stymuluje mózg do pracy

Pamiętajmy tylko, że jeśli mówimy o diecie wspomagającej i leczniczej – nie ma „takie trochę nie zaszkodzi ” To ogromny wysiłek poznawczy, jazda bez trzymanki a dla rodzica detektywistyczne podejście do każdego produktu. Z dobrego źródła wiem, że laktoza schodzi z komórki ok 4 miesięcy, gluten do roku. Nie ma efektów spektakularnych natychmiast, choć po pierwszych tygodniach widac, że jest inaczej. Aby poddać się diecie należy znaleźć kogoś kto się na tym zna i nam pomoże. Wiadomo, że większość produktów jest w diecie potrzebna, jeśli jest dla naszych dzieci szkodliwa trzeba zastąpić je innymi, które uzupełnią niedobory np. wapnia, gdy odstawimy produkty zawierające laktozę.

Nasz Anioł niebawem zabierze nas na  w miejsce gdzie dowiem się więcej to jeśli będzie można podzielę się wiedzą tajemną:)

 

blogi mam wcześniaków

Ku pamięci. Niestety blog.pl nie pozwala mi dodać blogów z innych stron także dodaję je tutaj:

Blogi mam wcześniaków:

www.zawczesnie.blogspot.com

www.dzielnyfranek.blogspot.com

www.franek-kapral-dzielniak.blogspot.com

www.bloknumer8.blogspot.com

www.julietta2013.blog.interia.pl

www.matkaniewariatka.pl


http://hananasza.blogspot.com


http://www.matkaprezesa.pl/

 
http://matkatylkojedna.blogspot.com/